Thursday, May 24, 2018

Janusz Korczak was born Henryk Goldszmit to a Jewish family in Warsaw, in 1878 or 1879. - This year is 140th anniversary of Korczak's birth.

The photograph of 10 years old Henryk Goldszmit (Janusz Korczak) from the first edition of his book "King Matt the First". He used his own picture as a child for the frontispiece of the book, with this explanation to his young readers:
When I was the little boy you see in the photograph, I wanted to do all the things that are in this book. But I forgot to, and now I'm old. I no longer have the time or the strength to go to war or travel to the land of the cannibals. I have included this photo because it's important what I looked like when I truly wanted to be a king, and not when I was writing about King Matt. Korczak in the studio is sitting stiffly on a bench next to a potted plant, in a jacket and high stiff white collar with a bow, he looks, not at us, but out past the camera into some distant space of his own-a far gaze that Korczak would take with him through life. He is both there and not there. One hand rests lightly in his lap; the other grips the corner of the bench as if the boy is waiting to take off the moment the signal comes (JB Lifton).

The very first known document connected with Korczak is the one from the year 1881 from the Jewish Community in Warsaw where Korczaks name Goldszmit Henryk is written in Russian: Гольдшмитъ Генрикъ.

Janusz Korczak was born Henryk Goldszmit to a Jewish family in Warsaw, in 1878 or 1879.

His father failed to register his birth and registered him first in 1881, hence the uncertainty. At that time numerous peoples registered their children several months, sometimes even years later and often the children knew about it as they were celebrating the birthdays, not on the day they had stated in their birth certificate.

Korczak wrote about it on July 21, 1942:
Tomorrow I am finishing sixty-three or sixty-four years. My father did not arrange with my birth certificate for a few years (Jutro kończę sześćdziesiąt trzy albo sześćdziesiąt cztery lat(a). Ojciec przez parę lat nie wyrabiał mi metryki..).

The very first known document is from the Jewish Community in Warsaw written in Russian. This document was from the time when Korczak parents moved from 18 Bielanska street where he was probably born to 77 Krakowskie Przedmiescie.

In the later document in the Russian Army Archives most common is the year 1878, however, 1879 appears in one document.

Registration card of Henryk Goldszmit - Janusz Korczak from the time in the Polish Army
The most known document is the questionnaire from the Warsaw Ghetto where there is the year 1878 and also 1879 within the parenthesis. Jewish Physicians of the Warsaw Ghetto were obliged to submit the personal questionnaires in 1940. Janusz Korczak filed his personal questionnaire on September 20th, 1940.

Korczak´s questionnaire from September 20, 1940, with the photograph. Concerning the date of birth, he wrote year 1878 but also 1879 within the parenthesis. 


Monday, May 21, 2018

The month of May is cold this year, And tonight is the quietest of all nights wrote Korczak in 1942



A few weeks after Bloody Friday*, Janusz Korczak sat up in bed and turned to the diary.
He wrote:
The month of May is cold this year, And tonight is the quietest of all nights. it is five in the morning. The little ones are asleep. There are actually two hundred of them. In the east wing-Madame Stefa, and I in the west-in the so-called 'isolation ward.' "

Later he wrote:
It is half past six.
In the dormitory someone shouts:
"Boys, time for a bath" get up!" I put away my pen. Should I get up or not? It is a long time since I have had a bath. Yesterday I killed a louse I found on myself without batting an eye-with one dexterous squeeze of the nail-a louse.
If I have time, I shall write a eulogy to a louse. For our attitude toward this fine insect is unjust and unfitting.
An embittered Russian peasant once declared: " A louse is not like a man, it will not suck up every last drop of blood."


* Bloody Friday - April 18th, 1942, an execution of printers and distributors of Ghetto undercover press. Emanuel Ringelblum blames Kohn and Heller that were coworking with Germans.

Sunday, May 13, 2018

Korczak - Ponura, przygnębiająca jest literatura pamiętnikowa - Maj 1942

Janusz Korczak - portret ołówkiem Justyna Bamba (baMba)
Janusz Korczak pisał, (kontynuował) w ostatnich trzech miesiącach życia w Warszawskim Getcie, w Domu Sierot na Siennej, pamiętnik.

Urywki
Ponura, przygnębiająca jest literatura pamiętnikowa. Artysta czy uczony, polityk czy wódz wchodzą w życie, niosąc pełnię ambitnych zamierzeń, mocnych, zaczepnych i gładkich poruszeń, żywy mobilizm działania. Wspinają się w górę, zwalczają przeszkody, zwiększają zasięg wpływów, zbrojni w doświadczenie i liczbę przyjaciół, coraz owocniej i łatwiej, etap po etapie zmierzają do swych celów. Trwa to lat dziesiątek, czasem dwa, trzy dziesiątki. A potem...

Potem już zmęczenie, potem już tylko krok za krokiem, uparcie w raz obranym kierunku, już wygodniejszym gościńcem, z mniejszym zapałem i z przeświadczeniem bolesnym, że nie tak, że zbyt mało, że daleko trudniej samotnie, że przybywa już tylko biel włosów, więcej zmarszczek na gładkim dawniej i zuchwałym czole, że oko słabiej już widzi, krew wolniej krąży a nogi niosą z wysiłkiem.

Cóż? - Starość.

Jeden opiera się i [nie] dopuszcza, pragnie po dawnemu, nawet szybciej i silniej, by zdążyć. Łudzi się, broni się, buntuje się i miota. Drugi w smutnej rezygnacji zaczyna nie tylko zrzekać się, ale nawet cofać.

- Już nie mogę.

- Już nawet nie chcę próbować.

- Nie warto.

- Już nie rozumiem.

- Gdyby zwrócono mi urnę spopielonych lat, energię strwonionę w błądzeniach, rozrzutny rozmach dawnych sił...

Nowi ludzie, nowe pokolenie, nowe potrzeby. - Już jego drażnią i on drażni - zrazu nieporozumienia a potem i stale już nierozumienie. Ich gesty, ich kroki, ich oczy, białe zęby i gładkie czoło, choć usta milczą...

Wszystko i wszyscy wokoło, i ziemia, i ty sam, i gwiazdy twoje mówią:

- Dosyć... Twój zachód... Teraz my... Twój kres... Twierdzisz, że my [nie] tak... Nie spieramy się z tobą - wiesz lepiej, doświadczony, ale pozwól samodzielnie próbować.

Taki jest porządek życia.

Tak człowiek i zwierzęta, tak bodaj drzewa, a kto wie, może nawet kamienie, ich teraz wola, moc i czas.

Twoja dziś starość, a pojutrze zgrzybiałość.

I coraz śpieszniej krążą wskazówki na tarczy zegarów.

Kamienne sfinksa spojrzenie zadaje odwieczne pytanie:

- Kto rano na czterech nogach, w południe raźnie na dwóch, a wieczorem na trzech.

Ty na kiju wsparty, zapatrzony w gasnące, chłodne promienie słoń-

[ca], które zachodzi.

Spróbuję inaczej w własnym życiorysie. Może myśl szczęśliwa, może uda się, może tak właśnie trzeba.

Gdy kopiesz studnię, zaczynasz robotę nie od głębokiego dna, poruszasz szeroko zrazu górną warstwę, odrzucasz ziemię łopata za łopatą, nie wiedząc, co niżej, ile splątanych korzeni, jakie przeszkody i braki, ile uciążliwych, zakopanych przez innych i przez ciebie, zapomnianych kamieni i różnych twardych przedmiotów.

Decyzja powzięta. Dosyć sił, by zacząć. - A w ogóle, czy jest kiedy jaka robota skończona. Spluń w garść. Mocny chwyt łopaty. Śmiało.

- Raz, dwa, raz, dwa.

- Boże dopomóż, dziaduniu. Co zamierzasz?

- Widzisz przecie. Szukam podziemnych źródeł, czysty, chłodny żywioł wody odgarniam i rozgarniam wspomnienia.

- Pomóc ci?

- O nie, kochanie ty moje, każdy to musi sam. Nikt nie pośpieszy z wyręką ani nie zastąpi. Wszystko inne razem, jeśli ufasz mi jeszcze i nie ważysz lekce, ale tę ostatnią moją robotę ja sam.

- Szczęść Boże.

Tak tedy...

Zamierzam odpowiedzieć na kłamliwą książkę fałszywego proroka. Książka ta wiele wyrządziła szkody.

Tak[o] rzecze Zaratustra.

I ja rozmawiałem, miałem honor z Zaratustrą rozmawiać. Mądre jego wtajemniczenia, ciężkie, twarde i ostre. Ciebie, biedny filozofie, zaprowadziły za mroczne mury i ciasne kraty szpitala wariatów, bo tak przecież było. Stoi czarne na białym:

"Nietzsche zmarł w rozterce z życiem - obłąkany".

Chcę w mojej książce dowieść, że w bolesnej rozterce z prawdą.

Ten sam Zaratustra inaczej mnie nauczał. Może miałem lepszy słuch, może czujniej słuchałem.

Czytaj dalej: "Pamiętnik i inne pisma z getta" Janusz Korczak

Na jedno zgadzamy się: droga mistrza i moja, ucznia - były uciążliwe. Wiele częściej porażki niż powodzenia, wiele krzywizn, więc czas i wysiłek na marne, pozornie na marne.

Bo w godzinie wypłaty nie w samotnej celi najsmutniejszego szpitala,

[--]

i motyle, i polne koniki, i świętojańskie robaczki, i koncert świerszczów, i solista w błękitach wysokich - skowronek.

Dobry Boże.

Dzięki Ci, dobry Boże, za łąkę i barwne zachody, za rześki wietrzyk wieczorny po upalnym dniu znoju i mozołu.

Dobry Boże, który wymyśliłeś tak mądrze, że kwiaty mają zapach, świętojanki świecą na ziemi, iskry gwiazd na niebie.

Jakże radosna jest starość.

Jaka miła cisza.

Miły wypoczynek.

"Człowiek, który bez miary obsypany Twymi dary, coś go stworzył i ocalił..."

Ano dobrze. - Zaczynam.

- Raz, dwa.

Grzeją się na słońcu dwa dziady.

- Powiedz, stary grzybie, jak to się stało, że żyjesz jeszcze.

- Ba, życie wiodłem solidne, rozważne, bez wstrząsów i nagłych zwrotów. Nie palę, nie piję, w karty nie gram, za dziewczętami nie biegałem. Nigdy głodny ani nazbyt zmęczony, ani pośpiesznie, ani ryzykownie. Zawsze w porę i w miarę. Nie dręczyłem serca, nie forsowałem płuc, nie fatygowałem głowy. Umiar, spokój i rozwaga. Dlatego żyję jeszcze. A kolega?

- Ja nieco inaczej. Zawsze tam, gdzie łatwo o guzy i sińce. Szczenięciem byłem, gdy pierwsza rewolta i pukanina. Były noce bezsenne i tyle kozy, ile trzeba młodziakowi pokazać, by z gruba bodaj utemperować. - Potem wojna. Taka sobie. Trzeba jej było szukać daleko, za górą uralską, za morzem bajkalskim, poprzez Tatarów, Kirgizów, Buriatów aż do Chińczyków. O wieś mandżurską Taołaj-Dżou oparłem się i znów rewolucja. Potem krótki niby spokój. Wódkę piłem, owszem, nieraz na kartę stawiałem życie, nie zmięty papierek. Tylko na dziewczęta nie miałem czasu, bo gdyby nie to, że juchy zachłanne i na noce łase, no i rodzą dzieci. Paskudny obyczaj. Raz mi się zdarzyło. Pozostał niesmak na całe życie. Dość mi tego było. I gróźb, i łez. Papierosy paliłem bez miary. I w dzień, i w dyskusji szukania, raz w raz, jak komin. I nie ma we mnie zdrowego kawałka. Zrosty, bóle, przepukliny, blizna, rozłażę się, skwierczę, pruję, żyję. I to jak jeszcze. Wiedzą coś o tym ci, co mi włażą w drogę. Kopniaki moje są wcale i owszem. Bywa i teraz, że cała banda chyłkiem przede mną. Mam zresztą stronników i przyjaciół.

- Ja też. Mam dzieci i wnuków. A wy? A pan, a kolega?

- Ja mam dwieście.

- Filut z waści.

Teraz rok 1942. Maj. Chłodny maj w tym roku. I ta dzisiejsza noc najcichsza z cichych. Godzina piąta rano. Dzieciaki śpią. Jest ich naprawdę dwie setki. Na prawym skrzydle pani Stefa, ja na lewo w tzw. izolatce.

Łóżko moje w środku pokoju. Pod łóżkiem butelka wódki. Na nocnym stoliku razowy chleb i dzbanek wody.

Poczciwy Felek naostrzył ołówki, każdy z dwóch stron. Mógłbym pisać piórem wiecznym, jedno dała mi Hadaska, drugie pewien papa niesfornego synka.

Rowek mi się od tego ołówka na palcu wyżłobił. Teraz dopiero przypomniało mi się, że można inaczej, że można wygodniej, że łatwiej piórem.

Nie darmo tatulo nazywał mnie w dzieciństwie gapą i cymbałem, a w burzliwych momentach nawet idiotą i osłem. Jedna tylko babcia wierzyła w moją gwiazdę. A tak to leń, beksa, mazgaj (mówiłem już), idiota i do luftu.

Ale o tym potem.

Mieli słuszność. Po równu. Pół na pół. Babunia i papa.

Ale o tym potem.

Leń... słusznie... Nie lubię pisać. Rozmyślać to tak. Nie sprawia mi to trudności. Tak jakbym bajeczki sobie opowiadał.

Czytałem gdzieś:

"Są ludzie, którzy tak samo nie myślą, jak inni mówią: «Nie palę»".

Ja myślę.

- Raz, dwa, raz, dwa. - Na każdą niezdarną łopatę mojej studni obowiązkowo zagapię się. Zamyślę się na minut dziesięć. I nie, że słaby dziś jestem, bo stary. Tak zawsze było.

Babcia dawała mi rodzynki i mówiła:

- Filozof.

Podobno już wtedy zwierzyłem babuni w intymnej rozmowie mój śmiały plan przebudowy świata. Ni mniej, ni więcej, tylko wyrzucić wszystkie pieniądze. Jak i dokąd wyrzucić, i co potem robić, zapewne nie wiedziałem. Nie należy sądzić zbyt surowo. Liczyłem wówczas pięć lat, a zagadnienie żenująco trudne: co robić, żeby nie było dzieci brudnych, obdartych i głodnych, z którymi nie wolno mi bawić się na podwórku, gdzie pod kasztanem pochowany był w wacie, w blaszanym pudełku od landrynek pierwszy mój zmarły, bliski i kochany, na razie tylko kanarek. Jego śmierć wysunęła tajemnicze zagadnienie wyznania.

Chciałem na jego grobie postawić krzyż. Służąca powiedziała, że nie, bo on ptak, coś bardzo niższego niż człowiek. Płakać nawet grzech.

Tyle służąca. Ale gorsze to, że syn dozorcy domu orzekł, że kanarek był Żydem.

I ja.

Ja też Żyd, a on - Polak katolik. On w raju, ja natomiast, jeżeli nie będę mówił brzydkich wyrazów i będę mu posłusznie przynosił kradziony w domu cukier - dostanę się po śmierci do czegoś, co wprawdzie piekłem nie jest, ale tam jest ciemno. A ja bałem się ciemnego pokoju.

Śmierć. - Żyd. - Piekło. Czarny, żydowski raj. - Było co rozważać.

Friday, May 11, 2018

Powstanie w Getcie Warszawskim - Edelman "Ja walczyłem? Ja spieprzałem, dlatego tu siedzę!"

Prawdziwy (nie pomarcowy) Komendant Powstania w Getcie Warszawskim to Mordechaj Anielewicz.
Prawdziwy opis Mordechaja Anielewicza to ten podany przez prof. Emanuela Ringelbluma* (poniżej). Tak różny od obrazu przedstawionego i rozpowszechnianego przez Krall i Edelmana a nastepnie przez wielu innych za nimi.

Prawdziwy opis Mordechaja Anielewicza to ten podany przez prof. Emanuela Ringelbluma: Tego młodego człowieka, lat 25, średniego wzrostu, o wąskiej, bladej, spiczastej twarzy, o długich włosach, sympatycznej powierzchowności, poznałem na początku wojny. Przyszedł do mnie ubrany po sportowemu i poprosił o pożyczenie książki. Od tego czasu często przychodził pożyczać książki z dziedziny historii Żydów, szczególnie z zakresu ekonomii, którą bardzo się interesował.....

Pisane 75 lat po 21 dniu Powstania w Getcie - 9 maja 1943
Nazywam często w dyskusjach Marka Edelmana Pomarcowym Komendantem bo on komendantem nigdy nie był ani podczas Powstania w Getcie Warszawskim w 1943 roku ani w Powstaniu Warszawskim w 1944 roku.
Tak to on sam siebie mianował takowym za pośrednictwem Hanny Krall której ksiażka została wydana po Marcowej Emigracji Żydów pod koniec lat 60-tych.

Piękny (i prawdziwy)  jest opis Mordechaja Anielewicza w Pamiętnikach Ringelbluma*. Tak różny od obrazu przedstawionego i rozpowszechnianego przez p. Krall i Edelmana.
Tego młodego człowieka, lat 25, średniego wzrostu, o wąskiej, bladej, spiczastej twarzy, o długich włosach, sympatycznej powierzchowności, poznałem na początku wojny. Przyszedł do mnie ubrany po sportowemu i poprosił o pożyczenie książki. Od tego czasu często przychodził pożyczać książki z dziedziny historii Żydów, szczególnie z zakresu ekonomii, którą bardzo się interesował. Któż mógł wiedzieć, że ten cichy, skromny i sympatyczny młodzieniec wyrośnie na człowieka, który po trzech latach stanie się najznaczniejszym człowiekiem w getcie, którego imię jedni będą wymawiać ze czcią, inni – ze strachem.


Edelman sam siebie mianował komendantem i jednocześnie za pośrednictwem Hanny Krall pozostawił taki tak specjalny (dla przyszłych pokolen) obraz prawdziwego komendanta Powstania w Getcie Mordechaja Anielewicza. Ksiazka Krall została wydana po Marcowej Emigracji Żydów pod koniec lat 60-tych.


Muzeum Polin, Edelman - Pomarcowy Komendant

Zamówienie Muzeum Polin - 2017- Pomarcowy Komendant Edelman a prawdziwy Anielewicz na uboczu. Anielewicza widac tylko pod tym katem.

Edelman sam siebie mianował komendantem i jednocześnie za pośrednictwem Hanny Krall pozostawił taki tak specjalny (dla przyszłych pokolen) obraz prawdziwego komendanta Powstania w Getcie Mordechaja Anielewicza. Ksiazka Krall została wydana po Marcowej Emigracji Żydów pod koniec lat 60-tych.

Pozostali w Polsce Żydzi uniesieni hasłami KORu i stanowiskiem dotad nieznanego Edelmana pozwolili zdegradowac Anielewicza i na jego miejsce wstawic Edelmana.
Ta akcja, popierana do dzisiaj przez Muzeum Polin udała się świetnie. Nazwisko prawdziwego komendanta - Mordechaja Anielewicza wyciszano wszędzie pod koniec zeszłego milenium. Podobnie z jego zastepca Antkiem Cukiermanem. W Muzeum Polin mozna było kupic kubki porcelanowe i koszulki z fizjonomia Edelmana. Podobnie zamawiane graffiti w zwiazku z Rocznicami Powstania w Getcie przedstawiały Edelmana.

Jeden z Żydów którzy po marcu zostali w Polsce napisał do mnie oficjalnie na Face book:
Uważam, że określanie Marka Edelmana "pomarcowym Komendantem" jest haniebną, skandaliczną obelgą. Wyzwiska w stosunku do któregokolwiek z ludzi, którzy walczyli w Getcie, a zwłaszcza człowieka, który ma takie zasługi w sprawie upamiętnienia Powstania, nie powinny mieć na tym forum miejsca. Protestuję!

Ta idiotyczna reakcja, popierana przez wielu "pomarcowych" to reakcja na moje wpisy i wklejenie listu od znajomego z Polski:
"Pozwoliłem sobie położyć w Twoim imieniu kamień (tak jak poprzednio były na nim inicjały R.W.) - podsyłam tu oddzielnie fotografię z albumu"
napisał przyjaciel z Polski który wie że Anielewicz i Szlengel jak również Powstanie w Getcie Warszawskim są mnie tego dnia tak bliskie. Tak, co roku różne osoby kładą kamień z moimi inicjalami RW (lub bez) na Kopcu Anielewicza. Taki kamień pamięci i bólu.
Dzięki LT <3 div="">
Dopisalem Ta "tradycja" to od wielu lat, a własciwie od chwili gdy zapomniano w Polsce o Anielewiczu i bojownikach którzy są tam pochowani. Smutne ale prawdziwe, mam zdjęcia. Nawet 3-4 lata temu to "mój kamień", złożony przez Polaka, był tam bardzo, bardzo samotny. Reakcja pomarcowych nastąpiła gdy napisałem że w Polsce zapomniano o prawdziwym komendancie i hołduje się tylko nowomianowanego pomarcowego komendanta. Napisałem prawdę. 
 
Edelman wspomina i wypomina Anielewiczowi walkę zbrojna. Podobne stanowisko miał Judenrat. : Anielewicz chciał zdobyć dla ŻOB-owców dodatkowy rewolwer, zabił strażnika (Niemca, Ukrainca?) na ulicy. Nie liczył się z tym, co się może stać w wyniku jego czynu. A przecież wiadomo że wszystkie akcje zbrojne polskiego i żydowskiego podziemia wiazały się z represaliami niemieckimi.

Trzeba pamietac Mordechaj Anielewicz to w latach 1936–1938 organizator samoobrony przeciwko takim antysemickim akcjom ONR. Tego Edelman/Krall nie podaje, woli pokazac Anielewicza jako, małotata oszukujacego bo malował sławetne skrzela jak i huligana bo rozrabiał z innymi chlopakami z Powisla. Te bzdury sa powtarzane nagminnie!

W 1936 roku Edelman miał 14 lat. Nie podaje sie oficjalnie kiedy jego rodzina przeprowadziła się z miasteczka Homel do Warszawy i gdzie i kiedy chodził do szkoły. To z wiekiem to też dziwne, Edelman by ukazac Anielewicza jako "niedorosłego" do zadania komendanta obniża jego wiek o 4 lata, a Krall za nim chetnie podaje te "nieścisłości". Anielewicz gdy październiku 1942 został komendantem ŻOBu - Żydowskiej Organizacji Bojowej miał 23 lata.

O ile się nie mylę to Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) której dowódcą został Mordechaj Anielewicz z organizacji Haszomer Hacair powstała na ulicy Dzielnej 34. Tam był tzw dom-kibuc organizacji Hechaluc później Hechaluc-Dror (Wolność) i tam mieszkała wiekszośc przyszłych ŻOBowców.

Mordechaj Anielewicz kierował w dniach 18–21 stycznia 1943 pierwszą zbrojną akcją z ramienia ŻOBu w Getcie Warszawskim, akcją która doprowadziła do przerwania drugiej niemieckiej fali deportacyjnej do Treblinki (tzw. Akcji Styczniowej). 

Oddział dowodzony przez Anielewicza wmieszał się w kolumnę Żydów prowadzonych na Umschlagplatz i na dany przez niego sygnał, na rogu ulic Zamenhofa i Niskiej, zaatakował niemieckich konwojentów. Większość żydowskich bojowców zginęła, jednak kilkudziesięciu Żydom prowadzonym na Umschlagplatz udało się zbiec.

Andrzej Czeczot, grafik i twórca filmów animowanych wspomina* – Pamiętam, jak któregoś razu siedzimy u niego (Edelmana), jemy podwieczorek i jakaś pani pyta odpowiednio podniosłym tonem:„Powiedz nam, Marku, jak walczyłeś w getcie?”. A on na to drwiąco: „Ja walczyłem? Ja spieprzałem, dlatego tu siedzę!”. Dokładnie tak powiedział. Wszyscy ryknęli śmiechem, ale to było dla niego bardzo charakterystyczne.

Wracajac do tematu "Marek Edelman, Komendant Powstania w Getcie?" Ewentualnie dowódca bojowników we wschodniej częsci getta i ucieczki z ulicy Miłej 18 na Franciszkańską 36. Kiedy i dlaczego Edelman mianował samego siebie (po 25 latach ?) "Komendantem" lub dowódca ŻOBu. Może to robota innych? Może to robota tzw żonkilowców.
Prawa reke, reke prawdziwego Komendanta widac na Pomników Bohaterów Getta tuz nad glowa Marka Edelmana. To Newsweek z 2012 roku.

Co do ucieczki z Getta to wiadomo że mala czesc bojowników wyszla z z bunkru na Miłej 18 po południu. Prawdopodobnie ulicą Miłą doszli do ulicy Nalewki, tam skręcili w prawo aż do rogu Nalewki/Franciszkańska 36. Tam skręcili w lewo i doszli do domu nr. 22. Przez kilka godzin chowali się w tym domu gdzie poprzednio była synagoga. Jeszcze tego samego dnia, 8 maja w nocy, Symcha Ratajzer odnalazł ocalałych. 

Około 50 osób z Franciszkańskiej 22, w tym bojowcy (m.in. Cywia Lubetkin i Marek Edelman) jak również cywile, zeszło tej nocy do kanałów. Dwóch współpracujących z GL polskich kanalarzy, Wacław Śledziewski i Czesław Wojciechowski, wyprowadziło tę grupę kanałami poza getto, na ul. Prostą. Tam grupa oczekiwała w kanale przez wiele godzin na ostateczne zorganizowanie transportu. 10 maja o z rana nadjechała ciężarówka, która zabrała 40 osób poza Warszawę, do lasu pod Łomiankami. 
Tak ze Powstanie w Getcie jeżeli chodzi o ŻOB własciwie skonczyło się 8 maja 1943 roku. Grupa powstańców ŻZW ukryta w kamienicy na ul. Grzybowskiej działała do 19 czerwca, kiedy mieszkanie zostało zdradzone Niemcom. Otoczeni przez hitlerowców, powstańcy dowodzeni przez Pawła Frenkla bronili się przez cały dzień, a po wyczerpaniu amunicji zginęli śmiercią samobójczą wysadzając bunkier w powietrze.
Efekty propagandowe - tak za pośrednictwem Hanny Krall tak opisuje Edelman swojego prawdziwego komendanta - Mordechaja Anielewicza

Efekty propagandowe - co przekazal Edelman za pośrednictwem Hanny Krall? Osmieszanie i redukcje Anielewicza prawie do zera. 
Lägg till bildtext
Lägg till bildtext

Powstanie Warszawskie 1944 rok - Oddział ŻOB pod dowództwem Icchaka Cukiermana (nie Edelmana)


Nie tylko Krall budowała mit Edelmana, pomagala w tym Grupińska

Oczywiście nagłe pojawienie się na scenie politycznej nieznanego Edelmana i bzdury produkowane przez niego wywołały reakcje wśród dawnych bojowników i Zydów którzy wyemigrowali z Polski w 1946, 1956 i po 1968 roku.

M.in. dlatego jedna i ulubienic Edelmana, dziennikarka Grupińska, napisała usprawiedliwiający i rozgrzeszający niby to wywiad z Edelmanem w Tygodniku Powszechnym.

Gdy Grupińska w 1988 roku pojechała do Izraela i trafiła do kibucu Anielewicza i Lubetkin (Lochamej Hagettaot - Bojowników Getta) jakas starsza siwa pani wstała i zapytała z oburzeniem: 
O co temu Markowi chodzi, czy on chce zostać Chrystusem wszystkich Polaków?
Tak, on tego chciał, i to za każdą cenę.
Grupińska dalej sama pisze w cytowanym "wywiadzie" że Mit Edelmana powstał. Czy Tobie (Marku) się to podoba, czy nie mit jest. Marku, czy zdajesz sobie sprawę, jak wielkie znaczenie tu, w Polsce, miała książka Hanki Krall? .....Poprzez tę książkę zaistniałeś w świadomości wielu. I jeszcze coś - ta książka w pewnym sensie stworzyła twój obraz. To ostatnie to prawda, gorzka dla wielu prawdomównych.
Edelmanówka damska z muralem Edelmana



W Sylwetki. Mordechaj Anielewicz – Komendant [Żydowskiej] Organizacji Bojowej w Warszawie, [w:] E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 – styczeń 1943, wstęp i opr. A. Eisenbach, Warszawa 1988, s. 495.]]. 
** W ksiazce Pan doktor i Bóg” Violetty Ozminkowski i Magdaleny A. Olczak, wydanej przez wydawnictwo Czerwone i Czarne.


Icchak Cukierman był urodzony w 1915 i umarł w 1981 roku. Cywia Lubetkin
zmarła w 1976 roku. Obydwoje w Izraelu

Tuesday, May 8, 2018

Klepsydra z 8 maja - Mordechaj Anielewicz i Władysław Szlengel


Moja klepsydra* na dzień 8 maja to wspólna klepsydra dla Komendanta** (jedynego i ostatniego) Powstania w Getcie Warszawskim i mojego ulubionego poety Władysława Szlengla.

W Getcie od początku maja Niemcy za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Sektorów jest 24. Ogień zostaje podłożony pod kolejne budynki. Dziennie odnajdują Niemcy po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu. Warunki przebywania w bunkrach/schronach pogarszają się, brakuje powietrza, wody i jedzenia. Ogień zostaje podłożony pod kolejne budynki.

7 maja niemieckie oddziały szturmowe ponownie przeczesują kolejne budynki w Centralnym Getcie. Niemcy lokalizują wiele bunkrów, m.in. bunkier ulicy Miłej 18 (1) w którym przebywa komenda ŻOB. W bunkrze znajduje się ponad stu powstańców i kilkadziesiąt innych osób. Niemcy lokalizują również bunkier w którym chowa się Władysław Szlengel razem z żoną w domu (2) przy Świętojerskiej 36.


20 dzień Powstania w Getcie - 8 maja 1943
8 maja bunkrze na Miłej 18 ginie komendant Powstania w Getcie Warszawskiem Mordechaj Anielewicz i z nim wielu bojowników ŻOB.
8 maja i rozstrzelali Niemcy poetę Władysława Szlengla i wraz z nim ukrywających się w bunkrze/schronie przy Świętojerskiej 36, 160 Żydów.  

Gen. Stroop  meldował Okazuje się coraz wyraźniej – melduje – że nadeszła kolej na najbardziej zaciętych i najbardziej zdolnych do oporu Żydów i bandytów

7 maja niemieckie oddziały szturmowe ponownie przeczesują kolejne budynki w Centralnym Getcie. Niemcy lokalizują wiele bunkrów, m.in. bunkier ulicy Miłej 18 (1) w którym przebywa komenda ŻOB. W bunkrze znajduje się ponad stu powstańców i kilkadziesiąt innych osób. Niemcy lokalizują również bunkier w którym chowa się Władysław Szlengel razem z żoną w domu (2) przy Świętojerskiej 36. 

Klepsydra - nazwa wywodzi się oczywiście od starożytnego narzędzia, zegara odmierzającego czas. Na informacjach pogrzebowych, na których informowano o śmierci danej osoby, umieszczano znak, rysunek klepsydry. ć rysunek klepsydry. 

*ŻOB - komendant. Marek Edelman nigdy nie był komendantem i nigdy nie był zastepcą komendanta. Ani w Powstaniu w Getcie Warszawskie ani w Powstaniu Warszawskim. Nominacje Edelmana na komendanta to kaczka dziennikarska, polityczna, po emigracji marcowej kiedy praktycznie nie było już Żydów w Polsce. Wtedy powstała mocna książka Hanny Krall - Zdążyć przed Panem Bogiem. Wiele w niej nieścisłosci i odwetu Edelmana na nieżyjących albo tych co wyjechali z Polski po Zagładzie. Gdy w 1977 r. ukazała się książka Krall, Edelman, rozmówca autorki, był większości czytelników w Polsce i zagranica postacią anonimową. Ja wiedziałem kto to jest jako lekarz i uczestnik Powstania Warszawskiego jako bojownik w oddziale ŻOB pod dowództwem Cukiermana. Nie pamiętam czy ten łodzianin przyjeżdżał z Lodzi do Warszawy na akademie Warszawskiego Getta. Chyba nie.


"Pozwoliłem sobie położyć w Twoim imieniu kamień (tak jak poprzednio były na nim inicjały R.W.) - podsyłam tu oddzielnie fotografię z albumu"
napisał przyjaciel z Polski który wie że Anielewicz i Szlengel jak również Powstanie w Getcie Warszawskim są mnie tego dnia tak bliskie. Co roku różne osoby kładą kamień na Kopcu Anielewicza. kamień pamięci i bólu. Dzięki LT.

Ta "tradycja" to od wielu, wielu lat, a właściwie od chwili gdy aktywnie zapomniano w Polsce o Anielewiczu i bojownikach którzy są tam pochowani i zaczęto hołdować nowomianowanego, pomarcowego, Komendanta. Smutne ale prawdziwe, mam zdjęcia. Nawet 3-4 lata temu to "mój kamień", złożony przez Polaka, był tam bardzo, bardzo samotny.


Kopiec Anielewicza to jak w opowiadaniu Orzeszkowej. Wiatr przelatując nad polaną wyczuwa, że tam była się zaciekła bitwa. Znajduje zapomnianą zbiorową mogiłę. Wiatr prosi, by drzewa wokół opowiedziały mu historię bezimiennych bohaterów spoczywających w mogile. Chce ją rozgłosić po świecie. Stary dąb opowiada. Wiatr wysłuchawszy historii związanej z leśną mogiłą, wzbił się w górę z okrzykiem na cały świat: Gloria Victis! - Chwała zwyciężonym!

Monday, May 7, 2018

"Restgetto" - Getto Szczątkowe w Warszawie - Teren Getta podczas Powstania w Getcie



Likwidacja Getta Warszawskiego to właściwie trzy fazy jezeli chodzi o teren Getta.

Po 1940 granice getta podlegały wielokrotnym zmianom. Zmieniała się ilośc bram getta.

Pierwsze odłączone to Małe Getto na południe od ulicy Chłodnej obszar od którego zaczęła się Akcja likwidacyjna getta 22 lipca 1942. W Warszawskim Getcie znajdowało się w tym czasie ok. 375 tys. Żydów.

Po Wielkiej Akcji powstaje "Restgetto" - Getto Szczątkowe.

Getto Szczątkowe to dwa, oddzielone od siebie kwartały budynków w których mieszkali pozostali Żydzi (było ich około 50-65 tysięcy), pracujący "legalnie" w szopach i ci "nielegalnie" ukrywajacy się przed wywózką do obozów smierci.

Północny kwartał budynków "Getto Centralne" to miedzy ulicami Stawki, Bonifraterska, Franciszkanska i Smocza. Właczone były równiez obszar w trójkacie ulic Swietojerska Bonifraterska i Wałowa. 5 bram totalnie.

Południowy kwartał budynków "Szopy" to między ulicami Nowolipki, Przejazd, Leszno i Żelazna. 2 bramy totalnie

Sunday, May 6, 2018

6-7 MAJA to 19-20 DZIEŃ POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM

Za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania Niemcy niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Jest ich 24. Dziennie odnajdują po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag.  Zdjęcia z raportu gen. Stroopa.

75 lat temu - Getto Warszawskie

Za pomocą materiałów wybuchowych i podpalania Niemcy niszczą dom po domu. Sektor za sektorem. Jest ich 24. Dziennie odnajdują po czterdzieści bunkrów. Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu. Stroop melduje: Również dzisiaj w różnych miejscach Żydzi, przed ich schwytaniem stawiali opór. Z szopów rozpoczyna się wywożenie robotników "z numerkami życia" do obozów pracy.


Trwa przeszukiwanie domów strawionych przez pożary w poprzednich dniach, jednoczesnie wzmaga się polowanie na uciekinierów po aryjskiej stronie. Cały czas uczestniczy w nich granatowa policja, o której Stroop pisze: zachęcona wypłacanymi nagrodami pieniężnymi, stara się odstawić do komendantury każdego Żyda, który pokaże się w mieście.


Większość ludzi z bunkrów, po kilka tysięcy dziennie deportują na Umszlag. Część mordują na miejscu.
Zdj
ęcia z raportu gen. Stroopa.